Szukaj
  • Adrian

DIETETYKA TO NIE MATEMATYKA CZ.2

Dzisiejszy wpis będzie kontynuacją poprzedniego. Organizm jako szklanka była motywem przewodnim. Zastanawialiście się jak wielkim ładunkiem kalorycznym cechuje się tkanka tłuszczowa? Jeśli bierzecie to na logikę i czytaliście ostatni wpis to pewnie powiecie, że 1 g tkanki tłuszczowej ma 9 kcal, więc kilogram posiada jej aż 9000 kcal. Jak często mówimy: Nic bardziej mylnego! Mam, przynajmniej w tym wypadku, dobrą wiadomość. Jest jej stosunkowo mniej. Mianowicie w kilogramie smalczyku znajdziemy ładunek energetyczny rzędu około 7000 kcal.

Dla przykładu dzienne zapotrzebowanie dorosłego mężczyzny w wieku produkcyjnym, ważącego 90 kg, wynosi mniej więcej 3000 kcal. Biorąc te dane pod analizę, trzeba głodować przez ponad dwa dni, aby spalić kilogram tłuszczu. W jednym z pierwszych postów opisywałem, że nie jest to najlepszy pomysł z kilku powodów. Link do tego postu znajdziecie tutaj: https://www.nierownozwazeni.pl/artykuly/dlaczego-waga-czasem-nas-ok%C5%82amuje

Podejdźmy do tego zagadnienia czysto matematycznie. Załóżmy, że udało się nam obliczyć własne zapotrzebowanie energetyczne. Wyciągnęliśmy swój magiczny kalkulator i obliczyliśmy z dokładnością co do jednej kalorii, że dziennie potrzebujemy 3200 kcal. Mając na względzie własne zdrowie, dobre samopoczucie i nadal spalanie tłuszczu powinniśmy dryfować w granicach od zera kalorycznego do mniej więcej 500 kcal deficytu.

Zero kaloryczne jest to spełnianie własnego zapotrzebowania na energię w 100%. W tym przypadku nie chudniemy, ani nie tyjemy. Jednak czy zero kaloryczne istnieje w praktyce można podawać w wątpliwość. W dalszej części tekstu rozjaśnię o co mi chodzi.

Użyłem również stwierdzenia "deficyt kaloryczny". Deficytem kalorycznym możemy określić każdą wartość poniżej zera kalorycznego. Na chłopski rozum zjadamy mniej niż potrzebujemy.

Ok, jeśli pojęcia mamy wyjaśnione to ruszamy dalej. Dla celów matematycznych podajmy deficyt kaloryczny -350 kcal dziennie. Równanie mówi nam, że do spalenia kilograma tłuszczu potrzeba aż 20 dni!! Takie wartości ujemnego bilansu kalorycznego możemy uznać jako bezpieczna strefa, w której nie poddajemy próbie naszego ciała. Dajmy na to, że chcemy spalić 5 kilogramów tkanki tłuszczowej to liczba dni zwiększa się do 100 dni. Przyznajcie, sporo. Teraz pomyślcie sami ile wytrwaliście na własnej diecie. Nie musicie się chwalić czy zapisywać w komentarzu.

To jest jednak przypadek, gdzie wszystko wychodzi idealnie, zawsze trafiacie z oceną własnej kaloryki, macie motywację do podtrzymywania diety i tak dalej.


Teraz przejdę do wątpliwości zera kalorycznego. Myśl, która przychodzi mi do głowy to określenie własnego zapotrzebowania w podstawowej wersji (podstawowa przemiana materii do podtrzymania funkcji życiowych) + nasza aktywność w ciągu dnia. Określenie tych wartości jest zadaniem bardzo, ale to bardzo trudnym, może nawet niewykonalnym. Wystarczy, że musieliśmy rano ruszyć niczym Usain Bolt w wyścigu do autobusu i nasze obliczenia już nie są aktualne.

Nie chodzi też o to, by zafiksować się na punkcie liczenia. To narzędzie ma być dla nas, a nie my dla narzędzia.



Bibliografia:

"Dietetyka. Żywienie zdrowego i chorego człowieka" H. Ciborowska Wydawnictwo : PZWL


©2019 by Nie równo zważeni. Proudly created with Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now